–Długo
jeszcze Orionie? Nie lubię jak kobieta tak długo się męczy-westchnął
Cygnus ze znudzeniem -Durella z dziewczętami szybko sobie poradziła.
Jednak moja siostra nie ma widocznie do tego zapału.
–Zapału? Nie rozśmieszaj mnie Black. Od kiedy do porodu potrzebny jest
zapał? No może w płodzeniu dziedzica jest potrzebny z odrobiną
fantazji, a czy Walpurgia go posiada to tylko pozostaje nam się pytać
małżonka-odparł Alphard, nalewając sobie i innym whisky.
-Zapewniam was, że wasza siostra jest godną żoną na wszystkich
płaszczyznach-stwierdził z ironicznym uśmiechem przyszły ojciec. –Nie wątpię, co do twojej racji Orionie. Nie od dzisiaj wiadomo,
że kobiety z rodu Black są perfekcyjne pod względem tradycji i
obyczajów. Ciekawi mnie jednak to, jak..
Nie dane było dokończyć Crouch’owi gdyż ze schodów potykając się
zbiegała jedna z pokojówek na Grimmauld Place. Była ona pulchną kobietą o
rumianej twarzy okalanej brązowymi lokami. Z natury strachliwa, biegnąc
nie zauważyła wiszących głów skrzatów na ścianie i dotykając ich o mało
nie spadła ze schodów. Gdy wreszcie dotarła do salonu w pośpiechu
poprawiając fartuszek z dumą i podnieceniem, odrzekła
–Chłopiec! Zdrowy i spory! Pani Black śpi wyczerpana, a Timberly spowiła
dzieciątko i położyła je na wcześniej przygotowanym posłaniu. W czymś
mogę pomóc?
–Naturalnie. Przynieś najlepsze wino z piwnicy!-syn Arctusa oschłym
głosem odesłał służącą i z dumą zwrócił się do swoich gości-Nadszedł
pamiętny dzień, którym męska linia naszego rodu, nieskalanego brudną
krwią, doczekała się potomka. Nazywać się on będzie Syriusz na pamięć
swojego pradziada…
–...Oraz Orion na część swego ojca-dokończył Caspar Crouch. –Syriusz Orion Black -Alphard zadowolony klasnął w dłonie i uniósł w górę
kielich wznosząc toast.
–Za Syriusza Oriona Blacka!-odrzekli chórem.